Fantasmagieria - Podcast 250 - “Wydanie specjalne: Składanka jubileuszowa”
Drodzy moi, z nieukrywaną przyjemnością prezentuję kolejny odcinek Fantasmagierii. Satysfakcję mam tym większą, że jest to odcinek specjalny - dwieście pięćdziesiąty. Dokładnie 5 lat, 3 miesiące i 11 dni temu, tj. 30 stycznia 2008 roku, w odmęty internetowego eteru trafiła pierwsza trzeszcząca empetrójka, która zapoczątkowała na rodzimej scenie trwający do dziś fenomen.

Długo zastanawiałem się nad koncepcją tego co chciałbym na tę okazję przygotować. Kolaż z najlepszych fragmentów już był, słuchacze w wirtualnym studiu też, mały zlot zaliczony, a jakże, odcinek z wideo proszę bardzo, a znowu na własny konwent musimy jeszcze trochę zapracować. Jedno było pewne, skoro fetujemy historyczny moment dla historii polskiego podcastingu o grach, nie może zabraknąć osób, które się do niego przyczyniły.
Niestety nie udało nam się znaleźć jednej takiej chwili, co każdemu by pasowała. W porannych godzinach udało mi się złapać Juliusza, który zamiast grillować zgodził się pogawędzić jak za starych dobrych czasów. Benka udało się wyrwać z pracy i zamknąć w salce konferencyjnej, osiągając tym samym legendarny już poziom jakości dźwięku. Znowu z Piotrkiem nie widzieliśmy się tak długo, że kiedy udało nam się wreszcie zasiąść do mikrofonów, z planowanego na dwadzieścia minut nagrania zrobiły się prawie dwie godziny (z których powstanie kolejny, osobny odcinek Fantasmagierii). Na koniec, przed koncertem życzeń, spotkałem się jeszcze z najmłodszymi stażem kompanami, Michałem i Piotrkiem, i w ten sposób koło się domknęło.
Dziękuje wszystkim, że są z nami, szczególnie tym, co od samego początku. Pamiętajcie, żeby po wysłuchaniu polecić znajomym!
Odcinek dedykuje mojej kochanej żonce. Bez jej wyrozumiałości i wsparcia musiałbym odwiesić mikrofon na kołek już dawno temu.
Ściągnij dwieście pięćdziesiąty odcinek podcastu
Wersja HQ (192 kbps stereo)

Rozgadaliśmy się w tym tygodniu, ale trzeba przyznać, że było o czym. Przede wszystkim, tydzień temu, zakończył się Europejski Festiwal Gier Digital Dragons 2013. Nie robimy relacji, raczej omawiamy dwa główne panele: ten większy, poświęcony polskiej branży gier, na którym pojawili się przedstawiciele niemal wszystkich największych polskich studiów, oraz ten mniejszy, o fabule i jej przedstawieniu w grach. Do tego staramy się dorzucić kilka słów od siebie.
Majowa ofensywa Playstation Plus nie umknęła naszej uwadze i nie omieszkaliśmy skomentować zapowiedzi wrzucenia do ramówki, za darmo w ramach usługi, gier Hitmana: Absolution i Catherine. Podobnymi akacjami Sony sprawia, że puszczamy w niepamięć “awarię” PSN z 2011, jednocześnie wysoko podnosząc poprzeczkę Microsoftowi, który choć na razie nie musi, może z czasem zrewidować Xbox Live i z nową generacją dorzucić coś więcej niż wbudowanego skype’a.
Zanim przejdziemy do dania dnia czyli dyskusji na temat Bioshock Infinite, pozwolimy sobie skomentować smutną informację dotyczącą zamknięcia studia LucasArts, które po 30 latach i wydaniu całej masy kultowych tytułów padło ofiarą własnej stagnacji i miecza Damoklesa dzierżonego przez Disneya.
Kiedy wszyscy zagrywają się w Bioshock: Infinite wychwalając ją pod niebiosa, my spokojnie zabieramy się za równie ciekawe tytuły, np. kwestionującą prawa fizyki grę Dead or Alive 5, sympatyczną przygodówkę Deponia, czy logiczną Scribblenauts. Nie zapominamy także o dodatku do StarCraft II. Perypertie Kerrigan w Heart of the Swarm może nie wciągają jak brazylijskie telenowele, czy “Pięćdziesiąt twarzy Greya”, ale przecież nie o fabułę tutaj chodzi. Najważniejsza jest rozgrywka i tu w kampanii dla pojedynczego gracza, a także w trybie gry wieloosobowej wprowadzono wiele zmian skrojonych pod obecnie panujące trendy.
Nie był to spokojny tydzień. Wydawało się, że nic poza nawałnicą nie zakłóci przedwiośnia, aż tu ni z tego ni z owego mamy do czynienia z kolejną ofensywa kickstarterową. Potwierdza się, że żelazo trzeba kuć póki gorące i tak Brian Fargo, nie mając jeszcze skończonej drugiej odsłony Wasteland, już wyciąga kapelusz na zbiórkę na “ideowego spadkobiercę Planescape Torment”. Kolejnym sprzedawcą marzeń okazał się nie kto inny jak kosmonauta Richard Garriott, któremu wizja wydawania własnej fortuny na jakąś tam gierkę erpegie zupełnie w niesmak. Na horyzoncie pojawił się też Ron Gilbert, który na razie nic nie zapowiada, ale zastanawiające jest, że opuścił studio Double Fine zanim wielomilionowy projekt, który robił na spółkę z Timem Schaferem (finansowany na kickstarterze) ujrzał światło dzienne. Jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze. Nie wierzę, że ktoś chce więcej czasu spędzić z rodziną albo tak po prostu robić gry na iOS.
i wydać grę, która w wymaganiach sprzętowych ma: high-endowy komputer z 2018 roku. Trzeba jednak podziękować Cevatowi Yerliemu, że w przeciwieństwie do Futuremark Corporation, przynajmniej stara się robić swoje benchmarki grywalnymi. Niemniej, Crysis 3 wygląda świetnie, nawet na średnich ustawieniach czy na poczciwych konsolach. Z odcinka dowiecie się co myślimy o samej rozgrywce.
Sezon polowania na następną generację konsol można uznać za oficjalnie rozpoczęty. Tak, dopiero teraz, gdyż trudno z czystym sumieniem nazwać Wii U tworem na miarę drugiej dekady XXI wieku.